Wybór sposobu karmienia wcześniaka zależy głównie od jego wieku (czyli tygodnia ciąży, w którym się urodził) oraz stanu ogólnego po urodzeniu. Na ogół jest tak, że im młodsze jest dziecko, tym więcej przechodzi etapów karmienia. Najmłodsze z wcześniaków, czyli dzieci urodzone przed 28. tygodniem ciąży, są zazwyczaj podłączone do respiratora i karmione dożylnie (pozajelitowo). Natomiast wcześniaki urodzone po 28. tygodniu ciąży, które nie są podłączone do respiratora, są na ogół początkowo karmione sondą i dodatkowo odżywiane pozajelitowo (kroplówką). Dzieje się tak dlatego, że dopiero w 32. tygodniu ciąży wykształca się u dziecka odruch ssania. Bez tego odruchu zaś nie jest możliwe wcześniejsze rozpoczęcie karmienia piersią lub butelką. Poza tym tak małe dzieci nie są w stanie koordynować procesów ssania, oddychania i przełykania. Pokarm stanowi mleko matki bądź specjalna mieszanka sztuczna przeznaczona dla wcześniaków. Karmienie sondą jest zazwyczaj pierwszym etapem karmienia wcześniaka. Najlepszym pokarmem jest oczywiście pokarm matki. Ilości pokarmu, które początkowo podaje się dziecku, są niewielkie ok. 2, 3, 5 ml, co dwie - trzy godziny. Jednak pierwsze mleko matki (siara), tak samo jak w przypadku dzieci urodzonych o czasie, dzięki swoim niezastąpionym właściwościom chroni wcześniaka przed infekcjami i wzmacnia jego organizm. Ponadto jest łatwo strawne, co dla wcześniaków jest również niezwykle ważne.
Pani Honorata Przyborowska, mama dwuletniego Mateusza, urodzonego w 26. tygodniu ciąży, z wagą 930 g i 37 cm, pisze: "Mateusz pierwsze 3 doby po urodzeniu w związku z NEC (martwicze zapalenie jelit) karmiony był dożylnie (parenteralnie) 10%glukoza+6%Aminosteril+Lipovenos. Od 4. doby zaczął być karmiony enteralnie, najpierw sondą dożołądkową i otrzymywał najpierw mieszanki: Nenatal i Babilon Pepti MTC, następnie przez 2 miesiące moje mleko. Mateusz był cały czas tlenozależny, 51 dni spędził pod respiratorem, potem wymagał budki tlenowej. Miał dysplazję oskrzelowo-płucną i problemy z oddychaniem, więc smoczkiem zaczęłam go karmić, gdy skończył 3 miesiące. Nie było to łatwe, bo miał trudności z ssaniem, szybko się męczył. Nawet opanowałam technikę karmienia, polegającą na trzymaniu w jednej ręce butelki i rurki z tlenem a w drugiej Mata. Ogólnie Mateusz nie miał apetytu, a z powodu podejrzenia choroby związanej z wątrobą otrzymywał przez pierwszy rok życia Babilon Pepti. I moim zdaniem ta mieszanka wpłynęła na problemy z wypróżnianiem, bo gdy przeszliśmy na NAN2, kłopoty się skończyły. Pierwsze soczki zaczęłam podawać, jak Mat skończył 5 miesięcy i bardzo mu zasmakowały. Jeżeli chodzi o pokarmy stałe, to niestety z tym był długi czas kłopot. Mat nie chciał jeść absolutnie niczego ani słoiczków, ani gotowanych przeze mnie zupek. Myślę, że miało to związek z tym, że miał problemy z przełykaniem (respirator i długotrwałe karmienie sondą). Ale tarte jabłko i jogurty (Danonki) jadł dość chętnie. I zasmakowała mu zupka marchwiana, którą podają w szpitalu. Mateusz nie ma do tej pory apetytu. Je dość często, ale bardzo malutkie porcje. Dopiero jak skończył 2 latka zaczął jeść normalne obiadki, mięso, surówki". Kolejny etap karmienia wcześniaka następuje w momencie pojawienia się odruchu ssania. Wtedy, jeżeli nie zachodzą inne przeciwwskazania medyczne, można zacząć karmić dziecko ze strzykawki, podając mu do ssania palec. Finalnie, gdy nie istnieją przeciwwskazania, a noworodek radzi sobie z koordynacją czynności ssania, przełykania i oddychania, można przystawiać dziecko do piersi lub podawać mu mleko z butelki. Należy jednak pamiętać o tym, że ssanie piersi jest czynnością trudniejszą niż picie z butelki, wymaga od dziecka większego wysiłku, stąd wiele wcześniaków karmionych na początku butelką nie chce później ssać piersi. Aby tego uniknąć, należy od początku przyzwyczajać dziecko do piersi.
Pani Anna Spich, mama półrocznego Mateusza, urodzonego w 35. tygodniu ciąży z wagą 1660g i 42,5 cm, wspomina: "Przez pierwszy tydzień Mateusz był karmiony sondą (5 lub 10ml przez godzinę w pierwszym dniu, później powolutku zwiększano ilość, a skracano czas), ósmego dnia zaczęły się pierwsze próby podawania butelki, oczywiście początki były trudne. Po ok. 4-5 dniach podawania butelki Mateuszek "zaskoczył" i praktycznie przeszedł na butelki, to, czego nie skończył (o ile zostało dużo), miał podawane sondą, ale na szczęście nie trwało to długo. Dokładnie w 2 tygodnie od narodzin na dobre pożegnaliśmy sondę i podjęliśmy próbę przystawienia malucha do piersi. Niestety, po kilku próbach, synek stwierdził, że nie chce mu się tak bardzo pracować, że woli butelkę, bo to mniej męczące, a Mama niech ściąga pokarm, bo mamusine mleczko jest lepsze... i tak też było, ściągałam mleko tyle, ile mogłam (trwało to ok. 2 miesięcy), a jeśli miałam go za mało Mateusz dostawał początkowo mleko "wcześniacze" (do ok. 6 tygodnia życia), a później zwykłe, ale zagęszczane mleko w proszku. Problem, jaki mieliśmy, i który nadal nam się zdarza, było straszne ulewanie pokarmu (zdaniem naszego pediatry bardzo dużo wcześniaków ma ten problem). W trzecim miesiącu przeszliśmy na mleko następne (dwójka) i zaczęliśmy (za zgodą pediatry) dodawać do mleka kaszki, bo Mateuszek był bardzo łakomy i nie dojadał... Nie wiem, jak jest to praktykowane w Polsce, ale we Francji już od 4. miesiąca dzieciom urodzonym o czasie zaczyna się wprowadzać pokarmy stałe, najpierw owoce, później warzywka, a od 6. miesiąca dochodzi ryba i mięso. My natomiast, cały czas zgodnie z zaleceniami pediatry, ze słoiczkami zaprzyjaźniliśmy się w wieku ok. pięciu i pół miesiąca, ponieważ, jak stwierdził pan doktor, wcześniejsze wprowadzenie tego typu pokarmu mogłoby niepotrzebnie obciążyć jeszcze dość wrażliwy żołądek, a również spowodować różnego typu objawy alergiczne. Tak więc my korygujemy to, co jest napisane na słoiczkach o ok. 4 tygodnie". Matki, które decydują się karmić wcześniaki swoim pokarmem, zmuszone są do regularnego odciągania pokarmu laktatorem. Wymaga to dużego samozaparcia związanego ze słabą laktacją kobiet rodzących przedwcześnie, koniecznością ściągania pokarmu co kilka godzin, także w nocy, oraz wyparzaniem pojemnika laktatora. Bardzo ważną kwestią w utrzymaniu laktacji u mam wcześniaków jest nastawienie psychiczne. Pozytywne myślenie i chęć karmienia piersią własnego dziecka są głównymi czynnikami sprawczymi, decydującymi o zachowaniu laktacji. Niestety mama wcześniaka, oprócz stresu towarzyszącego już samemu porodowi i połogowi, przez które przechodzi tak samo jak kobiety rodzące o czasie, narażona jest na olbrzymi stres, związany ze stanem maluszka przebywającego w inkubatorze. Jest to tym trudniejsze, że stan maleństwa może się zmienić z godziny na godzinę i już sama tego świadomość często uniemożliwia kobiecie racjonalne podejście do charakterystycznych, ale początkowych, trudności związanych z laktacją takich jak brak lub nawał pokarmu, obrzęk piersi, bolesność brodawek itp. Wówczas obok mamy wcześniaka powinna znaleźć się osoba, która swoim pozytywnym nastawieniem, wyszukiwaniem dobrych stron w tej trudnej sytuacji lub porównaniem jej do podobnych, dobrze zakończonych, zachęciłaby ją, a przede wszystkim umocniła jej wiarę w sensowność podejmowanych działań. Najlepiej, aby był to ktoś obcy, niezaangażowany emocjonalnie w toczącą się obok walkę o życie dziecka - ktoś z personelu medycznego lub inna mama wcześniaka, już odchowanego.
Pani Anna Kapejewska, mama dwuletniego Mateusza, urodzonego w 31. tygodniu ciąży z wagą 1820g i 47 cm, tak opisuje ten okres: "Mateusz początkowo - myślę jak większość wcześniaków - był karmiony sondą. Otrzymywał moje mleko, ilości porażające: 2ml, 5ml, 7ml itp. Kiedy wychodził ze szpitala, wypijał samodzielnie 60ml! mleka. Przez pierwsze tygodnie karmiony był sondą, stopniowo, jak nabierał masy i siły, karmiliśmy go zamiennie sondą i butelką. Mogłam trzymać moje dziecko na rękach i karmić je butelką! Przeżycie niewiarygodne. Niestety nasz maluszek bardzo się męczył przy samodzielnym piciu. Nie umiał skoordynować ssania z oddychaniem. 60ml mleka wypijał w... godzinę... Z czasem było coraz lepiej, niestety nie udało mi się, mimo usilnych prób, utrzymać laktacji - psychicznie nadal to bardzo trudny dla mnie temat... Mateuszek otrzymywał wtedy Nenatal - mleko dla dzieci z niską masą urodzeniową, po przekroczeniu wagi 3,5kg przeszliśmy na mleko początkowe i zaczęły się kolki.... Horror, kto nie przeżył, ten nie wie! Żadne cudowne środki farmakologiczne ani medycyny niekonwencjonalnej nie dały efektu - układ pokarmowy musiał dojrzeć..... Jeżeli chodzi o pokarmy stałe, słoiczki, deserki itp., to ich wprowadzanie konsultowałam oczywiście z naszą panią doktor. Zalecała stopniowe wprowadzanie potraw z ok. miesięcznym poślizgiem, tak aby móc obserwować, czy organizm sobie radzi". Każdy z opisanych etapów karmienia rozpoczyna się fazą przejściową. Zazwyczaj żywienie pozajelitowe będzie łączone z żywieniem sondą do żołądka, a podawanie pokarmu strzykawką łączone z przystawianiem do piersi. Każdy etap trwa jednak bardzo długo i trzeba się uzbroić w cierpliwość, aby móc dotrwać do końca tych zmagań. Czas bowiem jest najważniejszym elementem prawidłowego rozwoju wcześniaka. W normalnych warunkach dziecko byłoby jeszcze w brzuchu mamy i nie musiałoby się martwić oddychaniem i koordynacją tego z przełykaniem i ssaniem. Wcześniaki potrzebują czasu, aby nadrobić zaległości. Dlatego nie można się zrażać, jeżeli początkowe próby uczenia dziecka ssania palca lub smoczka się nie udają, a podawanie dziecku 40 ml mleka trwa godzinę lub dłużej. W przypadku karmienia wcześniaków takie tempo jest zupełnie normalne. Wynika ono z możliwości fizycznych dziecka oraz czynności towarzyszących tj. podnoszenie dziecka do odbicia, przerywanie w razie usypiania dziecka lub zachłyśnięcia. Z czasem, w miarę nabierania sił przez dziecko, wszystko wróci do normy.
Pani Honorata Przyborowska, mama rocznego Dominika, urodzonego w 32. tygodniu ciąży , z wagą 2000 g i 47 cm, wspomina: "Dominik urodził się w 32. tyg. dostał 10 pkt. Miał NEC (matwicze zapalenie jelit) przez 3 doby, ale oprócz tego żadnych dolegliwości, problemem było to, że tracił temperaturę ciała. Karmiony był moim mlekiem (przez 5 tyg. w szpitalu), ale nie przybierał na wadze i doktor prowadząca zaleciła podawanie Nenatal 2 razy dziennie. Dominika wypisano ze szpitala po 5 tyg. od porodu z wagą 2030 g i zalecono podawać mój pokarm + Nenatal 2 razy dziennie po 50 ml, ale dawałam mu od 80-100 ml, bo miał tak wielki apetyt. Przez 5 pierwszych miesięcy życia był karmiony moim mlekiem + 2 razy dziennie Nenatal, a gdy przekroczył wagę 3 kg NAN1/NAN2. Przez pierwsze 4 tygodnie po wypisie przybrał na wadze 1,5 kg. Pierwszy soczek podałam Dominikowi, gdy skończył 3 miesiące. Nie licząc wieku korygowanego, bo nie wiedzieć czemu, lekarze w Gdańsku takowego nie liczyli. Zupki zaczęłam podawać jak skończył 4 miesiące. Początkowo słoiczki, ale jak zaczął konsumować po 2 na raz i nadal był głodny, to zaczęłam sama gotować zupki (finanse). Dodawałam sól, cukier, masło. Dominik nie miał (i nie ma) alergii. Dla Dominika stosowałam normy żywieniowe tak jak dla dziecka urodzonego w terminie. I bardzo się cieszyłam z jego apetytu. Jadł wszystko (brokuły, brukselka, kalafior, buraczki, mięso, jajka), nie mam z nim żadnych problemów dotyczących apetytu. Pierwsze jogurty dostał jak miał 6 miesięcy".
Prawie każda mama wcześniaka, która zaczęła już karmić dziecko piersią, obawia się, czy dziecko zjada tyle, ile potrzeba i czy prawidłowo przybiera na wadze. Dopóki dziecko przebywa w szpitalu, nie ma problemu ze sprawdzaniem jego wagi. Na ogół waży się dziecko przed podaniem piersi i tuż po zakończeniu karmienia, a różnica pomiędzy wagą oznacza ilość wypitego przez dziecko mleka. Takie ważenie potrzebne jest jednak tylko w początkowej fazie uczenia się przez dziecko ssania piersi, aby móc sprawdzić, czy w ogóle potrafi ssać, natomiast w późniejszym okresie należy z tego jak najszybciej zrezygnować. Jest to konieczne z trzech powodów. Po pierwsze matka podświadomie będzie się tym stresowała a to blokuje wypływ mleka, po drugie nie można uzależnić się od codziennego ważenia, bo w domu nie będzie już tak dokładnej wagi (nie ma sensu jej kupować) i wreszcie po trzecie należy zaufać naturze, bo w przeciwnym razie doprowadzi to do zaniku pokarmu i przejścia na karmienie sztuczne butelką, którego jedyną zaletą jest możliwość kontrolowania zjadanych przez dziecko ilości. Nie jest też dobrze dokarmiać dziecka sztucznymi mieszankami, bo mniejsze zapotrzebowanie na mleko matki szybko doprowadzi do całkowitego zaniku pokarmu. Pewnym rozwiązaniem łączącym zachowanie laktacji i kontrolę przyrostów masy dziecka jest początkowe karmienie naprzemienne. Oznacza ono, że podaje się dziecku na każdy posiłek jedną pierś, z drugiej ściąga się mleko i podaje się je strzykawką. Niektóre mamy ściągają całe mleko z piersi i podają je w butelce. Takie działania jednak są na dłuższą metę bardzo męczące (podgrzewanie ściągniętego pokarmu, konieczność używania w nocy laktatora, żmudne czekanie aż dziecko zje wszystko ze strzykawki, wyparzanie butelek itp.). Jeśli po powrocie do domu, po kilku kolejnych wizytach kontrolnych, okaże się, że dziecko rośnie i prawidłowo przybiera na wadze, najlepiej jest zrezygnować ze ściągania i zacząć podawać dziecku tylko pierś. Należy pamiętać o tym, że dziecko rośnie i z dnia na dzień staje się coraz silniejsze. Pani Magdalena Sadecka-Makaruk, mama półrocznego Joachima, urodzonego w 29. tygodniu ciąży z wagą 1600 i 44 cm, opisuje: " Największym problemem, który pojawił się, jak tylko zaczęłam karmić synka piersią, była kwestia sprawdzania ilości, które zjada. Początkowo, jeszcze w szpitalu, ważyłam go przed rozpoczęciem karmienia i po jego zakończeniu. W ten sposób sprawdzałam, ile zjadał. Już trzeciego dnia jednak pani doktor prowadząca powiedziała, abyśmy zdali się na naturę i nie kontrolowali wagi tak szczegółowo. Joachim był więc karmiony na żądanie i ważony tylko raz dziennie, rano podczas obchodu. Po czterech dniach okazało się, że synek przestał przybierać na wadze i trzeba było go dokarmiać. Joachim dostawał więc najpierw jedną pierś, a potem ściągnięte uprzednio z drugiej piersi mleko strzykawką. W taki sposób karmiliśmy się jeszcze przez miesiąc po wyjściu ze szpitala. Potem, gdy zaczął przybierać na wadze i nabrał już siły, zostaliśmy tylko na piersi. I tak jest do tej pory, mimo że oprócz mojego mleka dostaje już zupki jarzynowe, a powoli także zaczynamy wprowadzać deserki".
Zachowanie laktacji wymaga od mam wcześniaków bardzo silnej woli i dużo samozaparcia. Niestety często zdarza się, że pokarm zanika. Dzieje się tak przede wszystkim w wyniku silnego stresu związanego z długotrwałym pobytem dziecka w szpitalu oraz z powodów logistycznych - wiele kobiet nie może przez cały czas przebywać w szpitalu ze swoim dzieckiem z przyczyn od nich niezależnych tj. możliwości lokalowe szpitala, starsze dziecko w domu, zbyt duża odległość pomiędzy szpitalem a miejscem zamieszkania itp. Ponadto mamom wcześniaków trudniej jest utrzymać laktację ze względu na to, iż ich organizm w momencie porodu nie jest jeszcze przygotowany do karmienia, co wynika zazwyczaj z gwałtownego przerwania 7- czy 8-miesięcznej ciąży i konieczności szybkiego przestawienia się organizmu na funkcjonowanie poporodowe. Zmiany hormonalne, zmęczenie fizyczne, a przede wszystkim szok psychiczny nie pomagają w tym zadaniu. Wówczas mimo szczerych chęci karmienia dziecka piersią, niestety nie jest to możliwe. Ważne jest, aby mamy, którym nie udało się zachować laktacji, nie czuły się z tego powodu gorsze lub winne. Najważniejsza bowiem jest miłość i czułość dla dziecka, które będzie się prawidłowo rozwijać, wtedy gdy będzie kochane, niezależnie od tego, czy dostanie pierś czy butelkę.
Pani Emilia Pakulska, mama półrocznej Martynki, urodzonej w 32. tygodniu z wagą 1500 g i 36 cm, pisze: "Wprowadzanie pokarmów wiąże się z problemami alergii. W przypadku Martynki właściwie każdy nowy smak jest wprowadzany na zasadzie tego, czy na dany produkt dostanie uczulenia czy nie. Dlatego zawsze nowe produkty staram się jej dawać do południa, żeby sprawdzić reakcję organizmu. Na pewno nie można się bać podawania produktów stałych, wszystko odbywa się na zasadzie prób i błędów. Ja większych problemów z wprowadzaniem pokarmów nie miałam i nie mam. Z tym że zawsze jednak doprawiam ciut do smaku zupki, ponieważ Martynka jest małym łasuchem i bezsmakowej zupki nie chciała jeść. Oczywiście Martynka ma do pokarmów specjalną łyżeczkę i zawsze zupki są przekładane z oryginalnych słoiczków do pojemnika, w którym je podgrzewam. Niestety czas nie pozwala mi na gotowanie własnych posiłków, ale te gotowe są tak różnorodne, że myślę, że każdy znajdzie coś dla swojej pociechy. W chwili obecnej Martynka ma dołożony soczek - jabłko z marchewką, bo np. na samo jabłko była uczulona. W związku z tym, że Martynka prawdopodobnie jest alergiczką, deser z jabłuszkiem podaję jej co drugi dzień. Zawsze też staram się dawać jej tylko jedną nowość na dwa dni. I tak np. jeżeli Martynka dostaje zupkę z mięskiem, to w tym dniu nie podaję jej deseru, bo zazwyczaj te dwie rzeczy razem ją uczulają. Jeżeli mam już sprawdzone pokarmy, tak jak np. zupkę marchewkową, to wtedy również dostaje deser".
Ostatnim problemem, z którym spotykają się rodzice wcześniaków, jest kwestia wprowadzania pokarmów stałych. Zazwyczaj, za zgodą pediatry, bierze się pod uwagę wiek korygowany i wprowadza z lekkim opóźnieniem produkty przeznaczone dla dzieci urodzonych o czasie. Tak więc jeżeli dziecko ma półroku (4 miesiące wieku korygowanego), to można zacząć podawać mu zupki jarzynowe, przeznaczone dla dzieci od 4. lub 5. miesiąca. Oczywiście każdy etap rozwoju dziecka należy konsultować z lekarzem prowadzącym, bo każde dziecko jest inne i inaczej się rozwija, zwłaszcza jeżeli jest wcześniakiem.
|