






| Adrian Anioł |
|
- 31. tydz., 930 g, 15.03.2001 r. Szanowna Redakcjo! Czytam Was, odkąd tylko pamiętam, czyli od samego początku. Dużo się nauczyłam, ponieważ jako młoda mama nie wszystko jeszcze wiedziałam. Jestem mamą na dzień dzisiejszy prawie sześcioletniego chłopca. Jest naszym oczkiem w głowie i długo wyczekiwanym dzieckiem. Od pierwszego dnia, odkąd tylko dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli dziecko, wszystko przebiegało pomyślnie. Badania w normie, ja też czułam się dobrze. W 30. tygodniu rano poczułam niewielkie skurcze. Natychmiast pojechałam do swojego lekarza, chociaż i tak miałam na ten dzień wyznaczoną wizytę. Niestety już o 10 rano lekarka stwierdziła, że mam już dwucentymetrowe rozwarcie i karetką przewiezli mnie do szpitala. A tam badania, kroplówki itd. W szpitalu spędziłam ponad tydzień. Skurcze ustąpiły, z dzieckiem było wszystko dobrze, więc mogłam iść do domu. Pamiętam dobrze, to była środa 14.03.2001 r.
Do mojego synka przyczepiały sie różne choroby, miał nawet posocznicę gronkowcową. Pewnego dnia stan dziecka bardzo się pogorszył, a nikt nie wiedział dlaczego. Ciągle robili jakieś badania. Ja też zostałam poddana badaniu. Okazało się, że miałam cytomegalię. Teraz już wiedzieli, jakie badania zrobić mojemu synkowi. Ciągłe czekanie na wynik, czy został zarażony podczas porodu czy nie. Gdyby wynik okazał się pozytywny, miał być przewieziony do Centrum w Warszawie. Okazało się jednak, że nie był chory, ale potrzebował leku, którego u nas w Polsce nie było. I sprawy finansowe, bo nie było wiadomo, czy sprowadzenie leku będzie refundowane. Udało się. Po 6 tygodniach na intensywnej terapii mój synek mógł być ze mną. Bardzo chciałam karmić go piersią, więc przez ten czas ściągałam i ściągałam pokarm. I znów sie udało, karmiłam mojego synka jeszcze przez 4 miesiące. W szpitalu spędziliśmy razem dwa miesiące.
I tak zaczęła się nasza droga rehabilitacyjna. Do dziś jest pod stałą kontrolą specjalistów. Adrian jako dziecko z porażeniem chodził na palcach. Umysłowo rozwija się bardzo dobrze, ale ma przykurcz spastyczny ścięgien Achillesa. Trafiliśmy do specjalistycznego szpitala Ortopedii i Rehabilitacji dziecięcej w Busku Zdroju. Lekarze stwierdzili, że wymaga leczenia operacyjnego. Na dzień dzisiejszy Adrian jest po zabiegu, trzytygodniowej intensywnej rehabilitacji i chodzi na całych stopach. Jeszcze długa droga przed nami, ale nie tracimy nadziei. Moje dziecko jest bardzo dzielne. Chciałabym powiedzieć rodzicom, którzy są w podobnej sytuacji, żeby nigdy się nie poddawali i nie tracili nadziei. Trzeba walczyć. Chciałabym nawiązać kontakt z osobami takimi jak ja. Czasem dobre słowo i świadomość, że nie jesteśmy sami, bardzo pomaga. Marzec 2007 Postanowiłam jeszcze troszkę dopisać do naszej historii i podzielić się moimi obawami. W następnym tygodniu mój synek Adrianek skończy sześć lat. Jak ten czas szybko leci. Pamiętam, jak się urodził, a to już sześć lat temu. Czeka nas trochę trudny okres. Niebawem, bo 1 kwietnia, wyjeżdżamy na trzytygodniową rehabilitację. Te wszystkie zabiegi są bardzo męczące zarówno dla dziecka jak i dla osoby, która z nim przebywa. Ale efekty są oszałamiające! Trochę boję się usłyszeć coś złego np. że trzeba będzie zrobić kolejną operację. Wiem, że to wszystko dla dobra mojego dziecka. Ale serce się kraje, jak patrzy się na ból własnego dziecka i w żaden sposób nie można mu pomóc. Jak okropna jest taka bezradność! Jesteśmy wtedy skazani na innych. Tam, gdzie jedziemy, personel jest wspaniały. Potrafi podtrzymać na duchu, gdy tego potrzeba. Wiem, że są rodzice wcześniaków wymagających rehabilitacji, którzy boją się takich wyjazdów. Ale nie ma czego. Takie turnusy są po to, aby pomóc nam i naszym dzieciom. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Odezwiemy się po rehabilitacji. Pozdrawiam wszystkich Wcześniaczków i ich Rodziców.
Lipiec 2010 Obiecałam, że napiszę po powrocie, jak wygląda nasza sytuacja. Od 1 kwietnia, jak juz wcześniej pisałam, byliśmy na rehabilitacji kolejny raz w Busku. Lekarze stwierdzili, że mojemu synkowi nie prostuja się do końca kolanka. Zasugerowali podanie botuliny, na co się zdecydowałam, choć mogę powiedzieć, że dość sceptycznie o tym myślałam. Po podaniu botuliny (co było dla nas nie lada przeżyciem, bo mój synek mimo podanego leku czuł wszystko), spędziliśmy jeszcze tydzień na rehabilitacji. Dla lepszego efektu zostały założone gipsy na trzy tygodnie. Powoli ten czas nam leciał, ale jak zwykle mój synek był bardzo dzielny i wszystko wytrzymał. Po zdjęciu gipsów oczywiście rehabilitacja intensywna, ale na szczęscie już w domu. Znaleźliśmy pana, który zaoferował nam sponsorowanie pobytu na basenie. I tak jeździmy do dzisiaj dwa razy w tygodniu na basen, a raz na hydromasaż. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że są jeszcze ludzie, którzy mogą i chcą pomagać. Na wizycie kontrolnej lekarz zasugerował, że być może nie obejdzie się bez kolejnej operacji. Ale jesteśmy dobrej myśli. Adrianek dziś biega jeszcze nie tak jak inne dzieci, ale idzie mu świetnie. Jeszcze dużo nas czeka, ale jakoś musimy przez to przejść. Niebawem kolejny wyjazd. Zobaczymy co przyniesie nam życie. Pozdrawiam wszystkich.
Maj 2008 Witam ponownie po dość długiej przerwie. Chciałabym podzielić się osiągnięciami mojego synka Adrianka. Jakiś czas już nie pisałam i trochę się tego nazbierało. Adrianek dzisiaj ma już siedem lat. Chodzi do zerówki. Ma dużo kolegów i koleżanek, nawet dużo od niego starszych. Na początku roku szkolnego bardzo obawiał się reakcji dzieci na niego samego i jego upośledzenie ruchowe. Ale dzieciaczki okazały się albo dobrze przygotowane przez swoich rodziców, albo naprawdę bardzo tolerancyjne. Pomagają Adriankowi od pierwszego dnia szkoły. Nie wymaga tej pomocy dużo, ale zdarzają się takie sytuacje. Chodzi do szkoły chętnie, a to jest najważniejsze. Mamy troszkę problem z oczkami. Ale na szczęście jest to najprawdopodobniej wada rodzinna, więc nie ma to nic wspólnego z wadą wcześniaczą. Chodzi w okularkach i wada pomalutku się cofa. Z nóżkami też nie jest zle. Wszystko jest na dobrej drodze. W sierpniu jedziemy na turnus. Wtedy dopiero zostanie podjęta decyzja, czy będzie po raz kolejny podana botulina, ponieważ nóżki mimo wszystko są jeszcze napięte. Najważniejsze, że Adrianek coraz lepiej sobie radzi i staje się prawdziwym mężczyzną, czasem mocno podtrzymującym mamę na duchu.
Sierpień 2009 Witam
Kwiecień 2010
To taki mały początek. Życzenia urodzinowe dla mojego wcześniaczka. Minęło już 9 lat, a ja wciąż pamiętam, jakby to było wczoraj. Długo się nie odzywaliśmy. Pozmieniało się troszkę u nas. Adrianek nadal wymaga intensywnej, codziennej rehabilitacji. Wyjazdy na turnusy to już taki cowakacyjny rytuał. Neurologicznie na szczęście wszystko jest ok. Rezonans nie wykazał nowych zmian w mózgu. Tylko spowodowane niedotlenieniem podczas porodu. Nie ma żadnych zmian padaczkowych. Bardzo się tego baliśmy. Niby objawów nie było, ale u dzieci z porażeniem może ona przechodzić bezobjawowo. Na dzień dzisiejszy została odłożona kolejna operacja. Pracujemy ciężko i intensywnie, ale najważniejsze, że są efekty. A uśmiech i słowo "kocham'' od naszego malucha wynagradza nam wszystkie ciężkie dni. Pozdrawiamy wszystkich Wcześnaczków i ich Rodziców. Życzymy sukcesów, wytrwałości i wiele, wiele miłości. To ona czasem pozwala przenosić góry i uchylać nieba naszym Szkrabom.
Marzec 2011
Ewelina Anioł. kontakt ze mną: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Wrzesień 2011
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Listopad 2011
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Jak Adrianek był mały, często był to temat tabu. No właśnie, Adrian. Silny dzieciak pokazujący swoje ambicje, chęć walki i poznawania świata. Nie wiem, skąd u niego taka siła. I ta siła udziela się. Są chwile słabości, niestety, ale nie trwają one długo. Z dnia na dzień robi coraz większe postępy. Zaczyna chodzić samodzielnie, chociaż nóżki jeszcze troszkę bolą po operacji. Cieszę się na każdy dzień, przynoszą one kolejne niespodzianki. Są jednak nadal pytania: kiedy będzie samodzielny, kiedy zacznie z powrotem dobrze chodzić, a może nawet lepiej, kiedy znów będę słyszała tupot stóp w domu, gdy biegał z pokoju do pokoju. Za dużo pytań, zbyt mało odpowiedzi.
|